PSALMY /4/

„Zmiłuj się nade mną, Panie, bom słaby”. To z Psalmu 6.

Bardzo lubię Psalmy za ich prawdziwość. Psalmista nie udaje. Nie próbuje przekonywać Boga, że wszystko jest
w porządku. Nie ukrywa swoich słabości. Mówi wprost, że jest słaby.

Każdy z nas mógłby kiedyś wypowiedzieć te słowa jako własną modlitwę. Jesteśmy słabi, upadamy, popełniamy błędy, wracamy do tych samych grzechów… Czasem wydaje nam się, że już poradziliśmy sobie z jakąś słabością, a ona wraca. Zawodzimy samych siebie. Czasem oddalamy się od Boga bardziej, niż chcielibyśmy przyznać.

Wtedy wracam do Psalmu 6. To dla mnie wołanie człowieka, który wie, że sam siebie nie uratuje. Że potrzebuje Bożego miłosierdzia.

Bóg zna mnie i moje słabości lepiej niż ja sama. Wie, gdzie upadam. Wie, z czym się zmagam. Wie, ile razy obiecywałam poprawę i ile razy zaczynałam od nowa. A mimo to nie odwraca się ode mnie. To właśnie jest dla mnie najpiękniejsza prawda o Bożym miłosierdziu.

Bóg nie kocha mnie wtedy, gdy jestem idealna. Kocha mnie także wtedy, gdy przychodzę do Niego ze swoim grzechem. Gdy klękam w konfesjonale zawstydzona własnymi słabościami. Gdy po raz kolejny muszę powiedzieć o tym samym upadku. Gdy wydaje mi się, że zawiodłam…

Psalm 6 przypomina, że mogę przyjść do Boga taka, jaka jestem. Słaba. Poraniona. Pogubiona. I usłyszeć to, co Jezus mówił tylu ludziom spotkanym na swojej drodze: „Nie bój się”.

Boże miłosierdzie jest większe od każdego grzechu.





Emilia

do góry